czwartek, 29 marca 2012

Bez smoczka

17 marca 2012 idąc spać Mikołaj tradycyjnie poprosił o moka. (Znany czytelnikom musi być fakt, że 2 dni wcześniej przedostatin smoczek został przegryziony przez zainteresowanego.). Mama powąchała smoczek i powiedziała: fuj, śmierdzi. Na co Mikołaj wziął smoczek powąchał i powiedział: fuj, śmierdzi. I od tej pory śpi bez tego gadżetu :)
A tak się obawiałam tego momentu :)

2 urodziny - część druga

2 urodziny - część druga - dzieci. Goście: Asia, Konrad i Patrycja, Kasia, Konrad i Kamilka, Marta, Piotrek i Zosia.















środa, 29 lutego 2012

Basen - pod wodą

W międzyczasie wstawię zdjęcie, które zrobione zostało na basenie Muszelce w czasie trwania semetru zimowego zajęć bąbelków. Zdjęć zrobionych było parę, przy lekkim proteście Mikołaja, ale wyszło tylko jedno. Mikołaj usilnie wypływał na powierzchnię, wiedziony jakimś nieodgadnionym instynktem, a pozstawiony sam sobie w wodzie odpływał od kamery w kierunku mamy z wyrazem oczu "no co ty wyprawiasz, wyciągaj mnie". Nie mniej i tak jestem z niego bardzo dumna.

wtorek, 28 lutego 2012

2 urodziny -częśc pierwsza

Kończy się już luty i wstyd by było gdybym nie napisała w tym miesiącu o drugich urodzinach mojego wspaniałego synka. Już i tak zaniedbuje bloga, choć mam świadomość, że niektóre chwile umykają mi i nie zostaną zapisane, nie mam czasu na częstą aktualizację bloga. Ale urodziny? To karygodne nie opisać :)
 
Obchody urodzin Mikołaja, ze względu na ograniczone możliwości mieszkaniowe, podzieliliśmy na 2 części. 11 lutego przyszła do nas rodzinka: babcia Jola, dziadziuś Krzyś, babcia Mira, dziadek Andrzej, ciocia Julia, wujek Piotrek, Jaś, Tereska, wujek Kuba, ciocia Basia i ciocia Sylwia.

 Mikołaj był wszystkimi zachwycony. Wystrojony był we frak z zeszłego roku - tyle że tym razem nie trzeba było podwijać nogawek.

Prezenty były wspaniałe, lecz najfajniejsze 2 fontanny, które wystrzeliły z Mikołajkowego toru zrobionego przeze mnie i odśpiewywane przez wszystkich "sto lat".
 
 

Potem dmuchanie świeczek.

Chyba najbardziej Mikołaj był szczęśliwy kiedy udało się to jego bratu ciotecznemu - Jasiowi, mimo że przed chwilą sam dzielnie zdmuchnął przynależne mu lata :)
Imprezę uświetniła zabawa w skoki narciarskie, w której bohater dnia brał udział po raz pierwszy, ale z zapałem tak wielkim, że widać to było na jego policzkach.

Dzień był wspaniały.
 

 A Mikołaj zasypiał w łóżeczku śpiewając: "Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam....a kto...Mikołaj" :D
 
 

sobota, 14 stycznia 2012

Pierwszy śnieg - wykorzystany :)

środa, 28 grudnia 2011

Boże Narodzenie 2011

Ale ten czas strasznie leci... Niedawno 1 listopada a teraz już po świętach...Czas zaktualizować bloga :)

Mikołaj rośnie jak na drożdżach. Jest rewelacyjny w każdym calu: sprytny, zaradny, dzielny, odważny, gadatliwy, śliczny ;) Zaskakuje mnie 10 razy w ciągu dnia swoimi pomysłami i tym w jaki sposób obserwuje dorosłych i wprowadza do swojego świata nasze słowa, działania, reakcje. Jest niesamowicie radosny. Śpiewa "była sobie żabka mała", "hu hu ha nasza zima zła", "jedzie pociąg z daleka","dziadku drogi dziadku" i całą masę innych piosenek które gdzieś podsłuchał. Tańczy, sprząta (ostatnio jak rozlał sok podszedł do mnie po szmatkę, wziął ją, wytarł i odniósł), odkurza z jedną nogą na odkurzaczu, tak jak mama ( bo nie mamy uszczelki ;)

), uwielbia inne dzieci, z którymi bardzo chętnie się bawi. Jego ulubioną częścią mszy jest "znak pokoju", kiedy najchętniej uścisnąłby dłoń wszystkich dzieci dookoła. A kiedy go usypiam i leży przytulony do mnie, mówi "trzymaj mnie" co znaczy "przytul mnie" i licytuje się ze mną, że kocha mnie "plus jeden i plus osiem" i oczywiście "nie leci w kulki" :)
Ale do sedna sprawy. Święta......

 Ubieranie choinki bardzo się mojemu synkowi podobało. Wszystkie bombki wieszał co prawda na dolnych gałęziach, ale można było je dyskretnie przerzucić wyżej :)

 Zrobiliśmy sobie nawet serię zdjęć pod choinką
 rodzice
 zdjęcie z mamą
 zdjecie pt. nie chcę zdjęcia z tatą :P
my razem
Pierwszy w życiu opłatek
Wigilię spędziliśmy u dziadków na Grotach.
 3 pokolenia razem
Mikołaj na wieczerzy, pełnej rożnych pyszności, zażyczył sobie.....parówkę, która z apetytem zjadł.

A potem przyszedł Mikołaj Święty.  Ku mojemu zdziwieniu Mikołaj mój się nie popłakał. Bacznie patrzył na nasze twarze i widząc nasze uśmiechy też próbował się uśmiechnąć.Bezpieczny dystans był jednak wciąż zachowany ;)



Łezki pojawiły się, kiedy miał odebrać prezent. Był już bardzo blisko, wyciągał rączkę i się przestraszył :)

po chwili udało się już nie płakać.
 Po chwili Mikołaj zaangażował wszystkich w zabawę otrzymanymi prezentami:



Następny dzień świąt spędziliśmy u dziadków na Bródnie.




Mikołaj po śniadanku dobrał się do prezentów i z zachwytem (głośne ooooooooo) odpakował narty, które kazał sobie założyć na nogi i jeździł nimi po korytarzu.


Również na Syrokomli wszyscy zostali wciągnięci w muzykowanie :)


A teraz się pożegnam tak jak Mikołaj który poszedł niedawno spać: Dobranoc Choinko, Dobranoc Drzwi, Dobranoc Soczku :)...i jak nie kochać takiego skarba.