środa, 29 lutego 2012

Basen - pod wodą

W międzyczasie wstawię zdjęcie, które zrobione zostało na basenie Muszelce w czasie trwania semetru zimowego zajęć bąbelków. Zdjęć zrobionych było parę, przy lekkim proteście Mikołaja, ale wyszło tylko jedno. Mikołaj usilnie wypływał na powierzchnię, wiedziony jakimś nieodgadnionym instynktem, a pozstawiony sam sobie w wodzie odpływał od kamery w kierunku mamy z wyrazem oczu "no co ty wyprawiasz, wyciągaj mnie". Nie mniej i tak jestem z niego bardzo dumna.

wtorek, 28 lutego 2012

2 urodziny -częśc pierwsza

Kończy się już luty i wstyd by było gdybym nie napisała w tym miesiącu o drugich urodzinach mojego wspaniałego synka. Już i tak zaniedbuje bloga, choć mam świadomość, że niektóre chwile umykają mi i nie zostaną zapisane, nie mam czasu na częstą aktualizację bloga. Ale urodziny? To karygodne nie opisać :)
 
Obchody urodzin Mikołaja, ze względu na ograniczone możliwości mieszkaniowe, podzieliliśmy na 2 części. 11 lutego przyszła do nas rodzinka: babcia Jola, dziadziuś Krzyś, babcia Mira, dziadek Andrzej, ciocia Julia, wujek Piotrek, Jaś, Tereska, wujek Kuba, ciocia Basia i ciocia Sylwia.

 Mikołaj był wszystkimi zachwycony. Wystrojony był we frak z zeszłego roku - tyle że tym razem nie trzeba było podwijać nogawek.

Prezenty były wspaniałe, lecz najfajniejsze 2 fontanny, które wystrzeliły z Mikołajkowego toru zrobionego przeze mnie i odśpiewywane przez wszystkich "sto lat".
 
 

Potem dmuchanie świeczek.

Chyba najbardziej Mikołaj był szczęśliwy kiedy udało się to jego bratu ciotecznemu - Jasiowi, mimo że przed chwilą sam dzielnie zdmuchnął przynależne mu lata :)
Imprezę uświetniła zabawa w skoki narciarskie, w której bohater dnia brał udział po raz pierwszy, ale z zapałem tak wielkim, że widać to było na jego policzkach.

Dzień był wspaniały.
 

 A Mikołaj zasypiał w łóżeczku śpiewając: "Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam....a kto...Mikołaj" :D
 
 

sobota, 14 stycznia 2012

Pierwszy śnieg - wykorzystany :)

środa, 28 grudnia 2011

Boże Narodzenie 2011

Ale ten czas strasznie leci... Niedawno 1 listopada a teraz już po świętach...Czas zaktualizować bloga :)

Mikołaj rośnie jak na drożdżach. Jest rewelacyjny w każdym calu: sprytny, zaradny, dzielny, odważny, gadatliwy, śliczny ;) Zaskakuje mnie 10 razy w ciągu dnia swoimi pomysłami i tym w jaki sposób obserwuje dorosłych i wprowadza do swojego świata nasze słowa, działania, reakcje. Jest niesamowicie radosny. Śpiewa "była sobie żabka mała", "hu hu ha nasza zima zła", "jedzie pociąg z daleka","dziadku drogi dziadku" i całą masę innych piosenek które gdzieś podsłuchał. Tańczy, sprząta (ostatnio jak rozlał sok podszedł do mnie po szmatkę, wziął ją, wytarł i odniósł), odkurza z jedną nogą na odkurzaczu, tak jak mama ( bo nie mamy uszczelki ;)

), uwielbia inne dzieci, z którymi bardzo chętnie się bawi. Jego ulubioną częścią mszy jest "znak pokoju", kiedy najchętniej uścisnąłby dłoń wszystkich dzieci dookoła. A kiedy go usypiam i leży przytulony do mnie, mówi "trzymaj mnie" co znaczy "przytul mnie" i licytuje się ze mną, że kocha mnie "plus jeden i plus osiem" i oczywiście "nie leci w kulki" :)
Ale do sedna sprawy. Święta......

 Ubieranie choinki bardzo się mojemu synkowi podobało. Wszystkie bombki wieszał co prawda na dolnych gałęziach, ale można było je dyskretnie przerzucić wyżej :)

 Zrobiliśmy sobie nawet serię zdjęć pod choinką
 rodzice
 zdjęcie z mamą
 zdjecie pt. nie chcę zdjęcia z tatą :P
my razem
Pierwszy w życiu opłatek
Wigilię spędziliśmy u dziadków na Grotach.
 3 pokolenia razem
Mikołaj na wieczerzy, pełnej rożnych pyszności, zażyczył sobie.....parówkę, która z apetytem zjadł.

A potem przyszedł Mikołaj Święty.  Ku mojemu zdziwieniu Mikołaj mój się nie popłakał. Bacznie patrzył na nasze twarze i widząc nasze uśmiechy też próbował się uśmiechnąć.Bezpieczny dystans był jednak wciąż zachowany ;)



Łezki pojawiły się, kiedy miał odebrać prezent. Był już bardzo blisko, wyciągał rączkę i się przestraszył :)

po chwili udało się już nie płakać.
 Po chwili Mikołaj zaangażował wszystkich w zabawę otrzymanymi prezentami:



Następny dzień świąt spędziliśmy u dziadków na Bródnie.




Mikołaj po śniadanku dobrał się do prezentów i z zachwytem (głośne ooooooooo) odpakował narty, które kazał sobie założyć na nogi i jeździł nimi po korytarzu.


Również na Syrokomli wszyscy zostali wciągnięci w muzykowanie :)


A teraz się pożegnam tak jak Mikołaj który poszedł niedawno spać: Dobranoc Choinko, Dobranoc Drzwi, Dobranoc Soczku :)...i jak nie kochać takiego skarba.










wtorek, 1 listopada 2011

Tak po prostu Mikołajek

Coraz rzadziej mam czas usiąć i zaktualizować bloga. Dlaczego? Bo mój "mały-duży" chłopiec jest coraz bardziej absorbujący. Czasem patrzę na niego, słucham jak coś mówi, śpiewa i myślę sobie, że warto by było napisać o tym na blogu. Potem zapominam. A ci co mnie znają wiedzą, że moja pamięć do najlepszych nie należy i niektóre momenty ocaleją tylko dzięki tej pisaninie.

Mikołaj jest super dzieckiem. Pewnie jak każda mama napiszę, że bardzo inteligentnym,ale też rezolutnym, mądralińskim, pewnym siebie, odważnym, dzielnym i słodkim. Trudno mu wytrzymać w jednym miejscu. Jest ponoć taki jak ja, kiedy byłam mała.Kiedy nie ma co robić....podskakuje. Kiedy przychodzimy do Kościoła wszystkie dzieci grzecznie siedzą u rodziców. Mniej więcej w połowie mszy - rozbawione towarzystwo lata po Kościele, pod przywództwem mojego dumnego syna. Wymiana książeczek, ustawianie się pod ścianą w szeregu, skakanie ze stopni, dopasowywanie kluczy do zamka - to zaawansowane konkurencje odbywające się na mszy o 10:30. Ale co mam zrobić? On spokojnie nie usiedzi.
A dziś kiedy wracaliśmy ze spaceru, przelatywał akurat helikopter. Bardzo nisko w związku z tym było bardzo głośno. I do łez rozbawił mnie widok mojego śmiertelnie poważnego syna, który z uniesioną głową i podniesioną prawą ręką wskazującą obiekt latający mówił:( a wyczytałam to tylko z ruchu warg, bo było naprawde głośno) "Takim leciałem,...takim leciałem " :D :D :D
(tu należy się wyjaśnienie dla osób, które nie orientują się w temacie. Mikołaj leciał samolotem do Bułgarii i od tej pory rozpamiętuje to wydarzenie przy okazji obserwacji obiektów latających)
I coś co lubi Michał. Mikołajek zawsze wszytko pamięta. Pamięta nie tylko dzień wczorajszy ale i swój poród, napaść Niemców w '39, polowanie na lwy z tatą w zeszłe wakacje :)
Pewnego dnia mój mąż odpalił nawilżacz. Mikołaj, od razu zlokalizował nową rzecz, podleciał i krzyczy "PARA BUCH", albo "PARABUCH" - bo wydaje mi się że dla niego to jedno słowo.

Mikołaj słynie tez ze swojego dobrego wychowania.Używa takich słów jak dziękuję, proszę itd. Kiedy bardzo chce coś zrobić lub coś dostać mówi słodkie, grzeczne "Mogę". Nie jest to jednak takie "mogę" jakie wszyscy znamy. Jest to "mogę" nie przyjmujące odpowiedzi odmownej. "Mogę" mowi Mikołaj przepychając się, ze swym śrubokrętem, obok taty do mebla, który akurat tata skręca. Mimo mniej lub bardziej stanowczego "nie", Mikołaj z największą kurtuazją mówi śliczne "Paszam" i wyciąga śrubokręt, dalej napierając na tatę jakby sprawa była już rozwiązana a tata tylko blokował mu przejście do największej naprawy jego życia.

Powyżej pierwsza wyprawa metrem na Służew na cmentarz do dziadka Mietka.
Poniżej przebieranko 31 października na dworze :)  +14stopni było na szczęście.
Kocham go straaasznie straaasznie.