Coraz rzadziej mam czas usiąć i zaktualizować bloga. Dlaczego? Bo mój "mały-duży" chłopiec jest coraz bardziej absorbujący. Czasem patrzę na niego, słucham jak coś mówi, śpiewa i myślę sobie, że warto by było napisać o tym na blogu. Potem zapominam. A ci co mnie znają wiedzą, że moja pamięć do najlepszych nie należy i niektóre momenty ocaleją tylko dzięki tej pisaninie.
(tu należy się wyjaśnienie dla osób, które nie orientują się w temacie. Mikołaj leciał samolotem do Bułgarii i od tej pory rozpamiętuje to wydarzenie przy okazji obserwacji obiektów latających)
I coś co lubi Michał. Mikołajek zawsze wszytko pamięta. Pamięta nie tylko dzień wczorajszy ale i swój poród, napaść Niemców w '39, polowanie na lwy z tatą w zeszłe wakacje :)
Pewnego dnia mój mąż odpalił nawilżacz. Mikołaj, od razu zlokalizował nową rzecz, podleciał i krzyczy "PARA BUCH", albo "PARABUCH" - bo wydaje mi się że dla niego to jedno słowo.
Mikołaj słynie tez ze swojego dobrego wychowania.Używa takich słów jak dziękuję, proszę itd. Kiedy bardzo chce coś zrobić lub coś dostać mówi słodkie, grzeczne "Mogę". Nie jest to jednak takie "mogę" jakie wszyscy znamy. Jest to "mogę" nie przyjmujące odpowiedzi odmownej. "Mogę" mowi Mikołaj przepychając się, ze swym śrubokrętem, obok taty do mebla, który akurat tata skręca. Mimo mniej lub bardziej stanowczego "nie", Mikołaj z największą kurtuazją mówi śliczne "Paszam" i wyciąga śrubokręt, dalej napierając na tatę jakby sprawa była już rozwiązana a tata tylko blokował mu przejście do największej naprawy jego życia.
Powyżej pierwsza wyprawa metrem na Służew na cmentarz do dziadka Mietka.
Poniżej przebieranko 31 października na dworze :) +14stopni było na szczęście.
Poniżej przebieranko 31 października na dworze :) +14stopni było na szczęście.
Kocham go straaasznie straaasznie.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz