piątek, 2 maja 2014

Wielkanoc 2014


Wielkanoc w tym roku, podobnie jak Boże Narodzenie, była bardzo spokojna. Mateusz jest jeszcze malutki a Mikołaj 2 dni wcześniej wyszedl ze szpitala. Zakupy więc tradycyjnie zrobiłam przez internet ;) A z dań powstała jedynie babka, którą zrobiłam razem z Mikołajem i dwa spody do mazurków, które zrobiłam u mamy kiedy Mikołaj był w szpitalu a ja czekałam na jego powrót.
Pierwszy dzień swiąt do 15 spędziliśmy u babci Joli i dziadka Krzysia, przyjechała tez ciocia Julia z mężem i dziećmi. Ale było szaleństwo ;) W drugi dzień świąt - lany poniedziałek- uczestniczyliśmy we mszy za naszych synków, która odbyła sie wkościele na Bródnie o 13:30. Przyjechał wujek Witek z żoną i dziećmi i wszyscy dziadkowie. Po mszy pojechaliśmy na Groty, gdzie miała miejsce dalsza część lania ;)

 Ze święconką w Wielką Sobotę

 Po święceniu wybraliśmy się na chwilę na Stare Miasto, gdzie spotkaliśmy...

 rycerza...
 i lody, zajadane z radościa przez Waryłów i dziadków Remiszewskich - a w końcu i nas







 Lany poniedziałek był bardzo lany już od 5:30 rano ;)










Rotawirus atakuje czyli Mikołaj w szpitalu

W piątek w nocy - 11.04. Mikołaj zwymiotował. Nie spodziewaliśmy się jakie następstwa to ze sobą niesie. Maleństwo moje kochane zachorowało na rotawrirusa. Męczyły go straszne wymioty. Co wypił - wielkim wysiłkiem - zwracał. W poniedziałek rano Michał pojechał z Mikołajem do lekarza, który kazał udać się od razu do szpitala - nie ma co czekać - dziecko się odwadniało. Dzięki Bogu z pracy mieliśmy wykupiony pakiet ze szpitalem Medicover. Tam też pojechaliśmy. Mateusz został u dziadków. Mikołaj po przebadaniu, założeniu wenflonu - ech wole nie opisywać - dostał własny pokój. Został tam razem z tatą. Po godzinnym doładowaniu kroplówką, humorek mu się poprawił, zwłaszcza że w tv leciało mini mini, rodzice zgadzali się na wszytko i obiecywali wszystko. Tam nam było go szkoda. Serce się krajało kiedy musiałam wyjść żeby jechać do Mateuszka.
Mikołaj i tata spędzili w szpitalu 3 dni. Odiwedziałam ich codziennie choć na krótko - 2 godzinki.  Chłopaki świetnie dali sobie radę. Jestem z nich dumna. Mikołajek schudł, ale wyzdrowiał i to najważniejsze. Oby nigdy więcej...




 w końcu coś je
kasza taka jak w przedszkolu ;)

niedziela, 6 kwietnia 2014

Hobby

Nie mogłabym nie wspomnieć o aktualnych hobby moich synalków. Pierwszy - ten starszy - od dnia swoich czwartych urodzin zachorował na lego. Układa w każdej wolnej chwili. Rano przed przedszkolem, po przedszkolu, w weekendy od 6 rano. Układa statki kosmiczne ze spojderami ;) Ma prawie anielską cierpliwość, rozwinęło go to też w innych dziedzinach np pierwszy raz mi coś narysował co nie składało się z samych kresek. Poniżej pare fotek z placu zabaw w parku.











Baba Jaga z płonącym mieczem i kareta :)
Ulubiona kąpiel - w asyście taty.

sobota, 5 kwietnia 2014

Mateusz z babcią, Mateusz z dziadkiem

Z okazji tego, że dziś pierwszy raz od paru miesięcy ( bo już pod koniec ciąży nie chodziłam), udało nam się we 3kę pójść na basen, tak że i ja i Michał mogliśmy popływać lub posałnować, wrzucam zdjęcia babci i dziadka, którzy zajęli sie maluchem aby spełnić nasze marzenie.
Przy okazji tekst Mikołaja z basenu: "Co tu zrobić żeby ten prąd przestał tak prądzić" :)




Znowu uroczy synkowie

Nie mogę sie powstrzymać żeby nie pochwalić sie moimi dwoma skarbami. Są uroczy.


Rower

Uwaga ważna wiadomość!!! Mikołaj nauczył sie jeździć na rowerze!! Udało sie to z wielką pomocą dziadka. Co prawda czasem jeszcze zdaża sie Mikołajowi skręcić na kosz, ławkę, trawę, ludzi, ale poza tym idzie ku lepszemu :) Baardzo dziadkowi dziękujemy.


czwartek, 3 kwietnia 2014

Urodziny Magdy i basen przy okazji

Zdjęcia zrobione przez Anie na urodzinach Magdy. Umieszczam je tu bo niewiele mam zdjeć z chłopakami.
Przy okazji warto wspomnieć, ze zapisałem sie z Mateuszem na kurs pływania w Akademii Ruchu na basenie przy ul. Balkonowej. Chodzimy w czwartki na 17:30. Dla treningu poszliśmy we 4 dwa tygodnie temu na basen. Dla Mateusza był to pierwszy raz. Na jego buźce zagościł nawet uśmiech, mimo tego, ze zanuzanie,wbrew założeniom, poszło ekstremalnie szybko gdyż jego brat wparadowal do wody w tempie dosyć szybkim zapominając nawet zdjąć klapki a ja musiałam go gonić razem z maluszkiem na rękach. W każdy bądź razie dajemy radę, tylko ze jako ze chodzimy we dwójkę nie ma kto zrobić nam zdjeć :(