piątek, 2 maja 2014

Rotawirus atakuje czyli Mikołaj w szpitalu

W piątek w nocy - 11.04. Mikołaj zwymiotował. Nie spodziewaliśmy się jakie następstwa to ze sobą niesie. Maleństwo moje kochane zachorowało na rotawrirusa. Męczyły go straszne wymioty. Co wypił - wielkim wysiłkiem - zwracał. W poniedziałek rano Michał pojechał z Mikołajem do lekarza, który kazał udać się od razu do szpitala - nie ma co czekać - dziecko się odwadniało. Dzięki Bogu z pracy mieliśmy wykupiony pakiet ze szpitalem Medicover. Tam też pojechaliśmy. Mateusz został u dziadków. Mikołaj po przebadaniu, założeniu wenflonu - ech wole nie opisywać - dostał własny pokój. Został tam razem z tatą. Po godzinnym doładowaniu kroplówką, humorek mu się poprawił, zwłaszcza że w tv leciało mini mini, rodzice zgadzali się na wszytko i obiecywali wszystko. Tam nam było go szkoda. Serce się krajało kiedy musiałam wyjść żeby jechać do Mateuszka.
Mikołaj i tata spędzili w szpitalu 3 dni. Odiwedziałam ich codziennie choć na krótko - 2 godzinki.  Chłopaki świetnie dali sobie radę. Jestem z nich dumna. Mikołajek schudł, ale wyzdrowiał i to najważniejsze. Oby nigdy więcej...




 w końcu coś je
kasza taka jak w przedszkolu ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz