
W daniach 3-6 czerwca urzędowaliśmy z Mikołajem na Mazurach. Zdecydowaliśmy się w czwartek i po szybkim pakowaniu (ileż to tych tobołów wyszło!!) ruszyliśmy "na Jeziora".Mikołaj dzielnie zniósł całą podróż - głównie ją przesypiając. Na miejscu, czyli w Krzyżach, byli już Agnieszka i Rafał. Razem spędziliśmy dzień i odbyliśmy spacer nad jezioro, który jednak nasz syn przespał. Następnego dnia dołączyli do nas Asia i Maciek, a Agnieszka i Rafał musieli jechać załatwiać sprawy związane z niedalekim ślubem (3 lipca). Z naszymi nowymi towarzyszami wybraliśmy się na ryby i wówczas pierwszy raz Pikuś Mikuś :) zobaczył jezioro, które niesłychanie mu się podobało migocąc na jego powitanie; pierwszy raz zobaczył też rybę złowioną przez tatę i zanurzył swoją łapkę w zimnej jeszcze niestety wodzie, cały czas się dziwując pięknem tego świata :) Noce Mikołaj spędzał w swoim przenośnym łóżeczku pod czujnym okiem naszej nowej video-niani. Budził się tylko 2 razy w ciągu nocy - o 3 i 5 a więc całkiem niezły wynik w porównaniu do warszawskich nocy. Gdyby nie komary i taty praca chętnie zostalibyśmy tam dłużej. Spacerowanie wśród mazurskich krajobrazów to zarówno dla niego jak i dla mnie prawdziwa przyjemność.
rączka w jeziorze
zachwyt nad błyszczącą nowością
gwiazda dnia (z Michałem, Agnieszką i Rafałem)
z Maćkiem
z Asią, która bardzo nam pomagała i dużo się opiekowała Mikołajkiem
pyszne śniadanko i gwiazda u stołu
tak nam się tetra ułożyła :)
z tatą
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz