Podczas jednego dnia z tatą miał miejsce wypadek. Krawężnik zaatakował Mikołaja i pozostawił go z efektownym urazem nosa. Ale gdybyście wiedzieli jak wyglądał krawężnik...
poniżej wspomniany krawęznik - po
wtorek, 1 listopada 2011
Case rodeo
23 września firma Michała organizowała imprezę dla wiernych klientów i fanów koparek. Największego fana nie mogło oczywiście zabraknąć.
Kiedy tylko Mikołaj się obudził i zjadł obiadek pomknęliśmy do Wolicy na CASE RODEO.
Mały kowboj bawił się świetnie. Nawet mnie udało się przejechać ładowarką o sterowaniu burtowym ;P
Kiedy tylko Mikołaj się obudził i zjadł obiadek pomknęliśmy do Wolicy na CASE RODEO.
Mały kowboj bawił się świetnie. Nawet mnie udało się przejechać ładowarką o sterowaniu burtowym ;P
wtorek, 20 września 2011
Śpieszę donieść, że noc z 18 na 19 września była pierwszą całkowicie przespaną nocką przez mojego kochanego szkraba. Mikołaj zasnął błogim snem o 21 i obudził sie o 6. Cała noc w łożeczku...dorasta mi dziecko, chlip, chlip.
Powyższe wydarzenie wynikiem jest prawdopodobnie tego, że od 14.09 nie karmię już mojego synka piersią, z powodu jednak nie decyzji własnej a siły wyższej, czyli leków. Nie udałoby się to gdyby nie ogromna pomoc taty, który trzy noce spędził z Mikołajkiem w pokoju tuląc go i wspierając w tej trudnej dla wszystkich sytuacji.
Ciekawa jestem jak pójdzie dalej. O tym dowiem się być może jutro rano...jestem dobrej myśli.
środa, 14 września 2011
czwartek, 8 września 2011
Koparka
Zdjęcia tak śliczne dostałam przed chwilą od babci, że aż nie sposób nie pokazać :)
i od babci.."Deszcz pada wracamy do domu Calusy ze spaceru :-*:-*"
i od babci.."Deszcz pada wracamy do domu Calusy ze spaceru :-*:-*"
wtorek, 6 września 2011
Czas leci szybko jak koń :)
Dziś mecz Polska-Niemcy. Idealny moment na nadrobienie bloga ;) (Na razie 0:0). Warto wspomnieć jak Mikołaj rozwinął się przez ostatni miesiąc. Mówi prawie wszystko. Powtarza wszystko. A zaczęło się od konia...
W Bułgarii po uliczce znajdującej sie koło zjeżdzalni, jeździły bryczki ciągnięte przez koniki. Mikołaj obserwował te boskie stworzenia z zapartym tchem. Aż w końcu powiedział :KOŃ. I od tej pory zawsze jak szliśmy tą uliczką, albo widział konia, porzucał wszelkie aktualne zajęcia i z rozentuzjazmowanym wyrazem twarzy krzyczał: Koooooooooń!! ( z wyraźnym akcentem na ń). Potem poszło lawinowo: Idź, chodź, daj daj, jajuś (dziadziuś),bacia (babcia) dźwi (drzwi - drzwi wg Mikołaja powinny być zawsze zamknięte), pać (co znaczy mamo usiądź na kanapie i daj mi cycka),ciuciu(ciuchcia - najlepiej Tomek lub Stacjkowo) i ulubiona tekstowa gra jajusia:.
-Mikołaj powiedz koń.
-Koń.
-Mikołaj powiedz krowa.
-MUUU.
Ostatnio Mikołaj mówi jeszcze cyna(cytryna), kocham, amen, zawsze ale to zawsze kuję (dziękuję) jak coś dostaje, często poszę. W tym tygodniu odkrył skuteczność słowa "moje", które często od tej pory używa.
W tramwaju robi senację i wywołuje uśmiechy na wszystkich twarzach, szczegolnie gdy zachwyca sie całym światem naookoło mówiąc głośne "OooooO" Na placu zabaw wszyscy podziwiają jego sprawność fizyczną i gadulstwo. Do tego jest mistrzem zjeżdzania tyłem z każej zjeżdzalni w okolicy.
Ostatnią aktualnością jest to, że skończony jest w końcu pokoik małego bohatera. Mikołaj ma swoja szafkę na zabawki, w której na razie zabrania umieszczać zabawki...., wykładzinę z drogami i domkami i lądowiskiem helikopterów, na której ku wielkiej uciesze właściciela znalazł sie koń i łóżeczko, w którym śpi gdzieś do 1 w nocy a potem niestety/stety wędruje do rodziców. Ale najwyższy czas to zmienić...niestety/stety.
A wynik meczu dalej 0:0 i koniec pierwszej połowy.
Dobranoc.
W Bułgarii po uliczce znajdującej sie koło zjeżdzalni, jeździły bryczki ciągnięte przez koniki. Mikołaj obserwował te boskie stworzenia z zapartym tchem. Aż w końcu powiedział :KOŃ. I od tej pory zawsze jak szliśmy tą uliczką, albo widział konia, porzucał wszelkie aktualne zajęcia i z rozentuzjazmowanym wyrazem twarzy krzyczał: Koooooooooń!! ( z wyraźnym akcentem na ń). Potem poszło lawinowo: Idź, chodź, daj daj, jajuś (dziadziuś),bacia (babcia) dźwi (drzwi - drzwi wg Mikołaja powinny być zawsze zamknięte), pać (co znaczy mamo usiądź na kanapie i daj mi cycka),ciuciu(ciuchcia - najlepiej Tomek lub Stacjkowo) i ulubiona tekstowa gra jajusia:.
-Mikołaj powiedz koń.
-Koń.
-Mikołaj powiedz krowa.
-MUUU.
Ostatnio Mikołaj mówi jeszcze cyna(cytryna), kocham, amen, zawsze ale to zawsze kuję (dziękuję) jak coś dostaje, często poszę. W tym tygodniu odkrył skuteczność słowa "moje", które często od tej pory używa.
W tramwaju robi senację i wywołuje uśmiechy na wszystkich twarzach, szczegolnie gdy zachwyca sie całym światem naookoło mówiąc głośne "OooooO" Na placu zabaw wszyscy podziwiają jego sprawność fizyczną i gadulstwo. Do tego jest mistrzem zjeżdzania tyłem z każej zjeżdzalni w okolicy.
Ostatnią aktualnością jest to, że skończony jest w końcu pokoik małego bohatera. Mikołaj ma swoja szafkę na zabawki, w której na razie zabrania umieszczać zabawki...., wykładzinę z drogami i domkami i lądowiskiem helikopterów, na której ku wielkiej uciesze właściciela znalazł sie koń i łóżeczko, w którym śpi gdzieś do 1 w nocy a potem niestety/stety wędruje do rodziców. Ale najwyższy czas to zmienić...niestety/stety.
A wynik meczu dalej 0:0 i koniec pierwszej połowy.
Dobranoc.
piątek, 19 sierpnia 2011
Bułgaria 2011- samolotem na urlop
W końcu nadeszły wymarzone i wyczekane 2 tygodnie urlopu.
Na pierwsze parę dni wybraliśmy się do Krzyży. Spędziliśmy tam miłe chwile z Ilonką, Markiem, Ignasiem i Amelką, oraz Agnieszka, Rafałem i malutką Olą. Pogoda jednak nie dopisała - często padało - i kąpaliśmy się tylko raz.W dodatku te komary... Świadomi paskudnej w tym roku pogody, postanowiliśmy z Michałem zaryzykować wypad zagranicę. Po sugestii dziadka, nad Grecją i Hiszpanią uplasowała się Bułgaria - Słoneczny Brzeg, hotel Calimera Club-4*,AI ;)
I nadszedł dzień wylotu. Godzina 4 wstajemy bo o 7 wylot (4 zbiórka na lotnisku). Mikołaj zdziwiony: co dziadek robi w aucie o 4 pod naszym domem ;) Ano wiezie nas na lotnisko.
Na Okęciu...pełny zachwyt...tyle duuużych samolotów. Odkryliśmy też, że na naszym stołecznym lotnisku jest plac zabaw dla dzieci.
Większość lotu Mikołaj spędził na testowaniu samolotu a dokładnie jego wytrzymałości na dziecięcą pomysłowość. Przy lądowaniu nas syn zasnął i w tym samym stanie przekroczył bułgarską granicę i kontrolę celną. W końcu dotarliśmy do hotelu.
Mieliśmy pokój z widokiem na droge na basen ;) Przytulny i przewiewny. Hotel miał 6 basenów i 2 duuuuże zjeżdzalnie;
4 restauracje w których Mikołaj uczył się jeść widelcem, w szczególności arbuza. Było to dla nas bardzo wygodne, bo nie musieliśmy po nim sprzątać (hehe).
Mały zuch bardzo dzielnie radził sobie w wodzie. Wolał głębsze baseny, choć w tych płytkich mógł poznać kolegów i powymieniać się zabawkami. W rezultacie opalił się w rękawki :) Stałym punktem programu były wieczorne dyskoteki dla dzieci o 20:30(godzina różnicy w stosunku do czasu Polskiego). Mikołaj szalał i baardzo się cieszył.
Nasz plan dnia wyglądał następująco: śniadanie (dla pana M. kasza w pokoju potem grzanki z serem i kulki nesquika na stołówce), basen dla dzieci
, przegryzki, usypianie w pokoju, wymarsz z wózkiem i spiącym w nim dzieckiem na basen dla dorosłych, bądź obiad i wymarsz na basen.
Po pobudce obiad Mikołajowy, kąpiel w basenie
Powyżej nasze jedyne zdjęcie razem ;P
i wymarsz nad morze.
Po morzu prysznic w pokoju i spacery po okolicy.
Wieczór - tańcowanie, zjeżdzalniowanie ;)
i spatulki.
Odpoczęliśmy wszyscy. Jako rodzina zżyliśmy się wszyscy. Dwoma słowami: BYŁO SUPER.Wszyscy razem 24h/dobe to najlepsze co nam się mogło przytrafić.
Lot powrotny o 2pobudka - było ciężko, wylot o 5 - Mikołaj lot przespał. Odebrał nas dziadek Krzyś.
Na pierwsze parę dni wybraliśmy się do Krzyży. Spędziliśmy tam miłe chwile z Ilonką, Markiem, Ignasiem i Amelką, oraz Agnieszka, Rafałem i malutką Olą. Pogoda jednak nie dopisała - często padało - i kąpaliśmy się tylko raz.W dodatku te komary... Świadomi paskudnej w tym roku pogody, postanowiliśmy z Michałem zaryzykować wypad zagranicę. Po sugestii dziadka, nad Grecją i Hiszpanią uplasowała się Bułgaria - Słoneczny Brzeg, hotel Calimera Club-4*,AI ;)
I nadszedł dzień wylotu. Godzina 4 wstajemy bo o 7 wylot (4 zbiórka na lotnisku). Mikołaj zdziwiony: co dziadek robi w aucie o 4 pod naszym domem ;) Ano wiezie nas na lotnisko.
Na Okęciu...pełny zachwyt...tyle duuużych samolotów. Odkryliśmy też, że na naszym stołecznym lotnisku jest plac zabaw dla dzieci.
Większość lotu Mikołaj spędził na testowaniu samolotu a dokładnie jego wytrzymałości na dziecięcą pomysłowość. Przy lądowaniu nas syn zasnął i w tym samym stanie przekroczył bułgarską granicę i kontrolę celną. W końcu dotarliśmy do hotelu.
Mieliśmy pokój z widokiem na droge na basen ;) Przytulny i przewiewny. Hotel miał 6 basenów i 2 duuuuże zjeżdzalnie;
4 restauracje w których Mikołaj uczył się jeść widelcem, w szczególności arbuza. Było to dla nas bardzo wygodne, bo nie musieliśmy po nim sprzątać (hehe).
Mały zuch bardzo dzielnie radził sobie w wodzie. Wolał głębsze baseny, choć w tych płytkich mógł poznać kolegów i powymieniać się zabawkami. W rezultacie opalił się w rękawki :) Stałym punktem programu były wieczorne dyskoteki dla dzieci o 20:30(godzina różnicy w stosunku do czasu Polskiego). Mikołaj szalał i baardzo się cieszył.
Nasz plan dnia wyglądał następująco: śniadanie (dla pana M. kasza w pokoju potem grzanki z serem i kulki nesquika na stołówce), basen dla dzieci
, przegryzki, usypianie w pokoju, wymarsz z wózkiem i spiącym w nim dzieckiem na basen dla dorosłych, bądź obiad i wymarsz na basen.
Po pobudce obiad Mikołajowy, kąpiel w basenie
Powyżej nasze jedyne zdjęcie razem ;P
i wymarsz nad morze.
Po morzu prysznic w pokoju i spacery po okolicy.
Wieczór - tańcowanie, zjeżdzalniowanie ;)
i spatulki.
Odpoczęliśmy wszyscy. Jako rodzina zżyliśmy się wszyscy. Dwoma słowami: BYŁO SUPER.Wszyscy razem 24h/dobe to najlepsze co nam się mogło przytrafić.
Lot powrotny o 2pobudka - było ciężko, wylot o 5 - Mikołaj lot przespał. Odebrał nas dziadek Krzyś.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















































