Wielkanoc przyszła szybko i szybko minęła. A o to co się działo. Pogoda była kiepska. Wybalimy sie jednak oczywiście ze święconką do Kościoła. Mikołaj nawet przez chwilę przejął odpowiedzialność za święconke, ale tylko na chwilę ;) W końcu "jestem malutki mamusiu".
Następnie Mikołaj z tatą, przy małym udziale mamy zrobili jajka faszerowane. W mojej rodzinie mogę stwierdzić faceci to kucharze :)
Pierwszy dzień świąt spędziliśmy na Bródnie u babci Joli i dziadka Krzysia. Drugi dzień świąt na grotach, gdzie miało miejsce wyjadanie rodzynek z baby ( co się świetnie w sumie złożyło bo amatorzy baby nie chcieli jeść rodzynek), walka na wodę (dopóki dziadek Andrzej jej nie zakręcił - bo było ostro) i gra w piłę.













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz