czwartek, 19 sierpnia 2010

Morze morze morze - nasz pierwszy urlop

W dniach 1-13 sierpnia tego roku, nasza cała trójeczka urlopowała się nad morzem.Byliśmy w Jastarni. Cieszyliśmy się całymi dniami razem, szumem morza, jodem i popołudniowymi spacerami . Na początku było ciężko: wszechobecny piach, rażące, leżącego na plecach Mikołaja, słońce, ciągnięcie załadowanego wózka po piachu, rozstawianie namiociku - w końcu w niektórych działaniach doszliśmy do perfekcji a inne omijaliśmy nosząc np Mikołaja na rękach, kiedy nie spał bądź bawiąc sie z nim w pozycji siedzącej. Właśnie w SIEDZĄCEJ bo nasz synek zaczął nad morzem siadać. Jeszcze trzeba go podnieść i chwile potrzymać, ale sam już coraz lepiej daje sobie z tym radę. Małemu bardzo morze się podobało. Wymachiwał rękami i nogami w powitaniu nadchodzących fal i biegających po brzegu dzieci :)

Na wakacjach Mikołaj też pierwszy raz jechał pociągiem na jarmark dominikański do Gdańska. Sprytnym rodzicom podróż w obie strony zajęła tylko 7 godzin ;D Podróż powrotna jest szczególnie warta zapamietania - cudem bowiem zdążyliśmy na przesiadke w Gdyni i to tylko dzięki szaleńczemu biegowi po dworcu z wózkiem i dzieckiem w nosidle, cudem tylko przetrwaliśmy tą podróż w ogromnym tłoku i to rodzielieni - Michał z Mikołaem w przedziale, gdzie maluch był zabawiany przez chyba połowę wagonu w celu powstrzymania go od płaczu, a ja w zatłoczonym korytarzyku z 3 innymi wózkami i wczasowiczami z Władysławowa. Od Władysławowa właśnie mogliśmy jechać już razem rozpierając się na 2 siedzeniach na raz przez następne kilka stacji :D
Nad morzem byliśmy razem z babcią Mirą, ciocią Dorotą, Magdą i Jasiem. W drugim tygodniu dojechali Witek, Ania i dziadek Andrzej.

Nad morzem



w Juracie



z ciocią Dorotą i Michałem



ogromna była radość z odwiedzin Jasia i Magdy (i nasz pokój)



nad zatoką




nad zatoką z Witkiem, Magdą i pontonem



początki siadania


spacer już w pozycji siedzącej


w Gdańsku


w pociągu

ważni panowie dwaj w porcie w Jastarni




Podróż do domu też nie obyła się bez przygód. Tuż za Gdańskiem na ulicy leżało "coś" z ciężarówki, co przebiło nam oponę. Zmuszeni byliśmy więc do Warszawy jechać na tzw. dojazdówce max 80 km/h co "lekko"wydłużyło naszą podróż, tak że w domu byliśmy o 2 w nocy. Nie przeszkodziło to Mikołajowi w wyrażeniu ogromnej radości z powrotu do swojego łóżka, karuzelki i naklejek na ścianie, którą to wyrażał do 3:30 :D, w końcu wyspał sie w drodze. Hehe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz